Rodzinna tajemnica cz.3
,, Szliśmy tak z rok. Aż nareszcie . . ." doszliśmy tutaj do tej watahy. Nawet nie wiecie jak się cieszyłam z tego powodu. Nareszcie po prawie dwóch latach jesteśmy tutaj. Już nie byliśmy zwykłymi odrzutkami, które szukają watahy i swojego miejsca na ziemi. Teraz byliśmy już kimś. Nareszcie mogliśmy wykonywać to, co kochamy, medycyna. Później urodziły nam się dzieci i . . . wszystko już wiecie co było dalej. Teraz żyliśmy już jak zwykłe wilki. Bynajmniej do tej pory . . . jeszcze niedawno myślałam, że już będzie tak zawsze, ja, Conrad i nasze dzieci, ale tak nie będzie. Zapowiadał się normalny dzień jak każdy inny, no wiecie, wstawanie, praca, szkoła itd. Jednak tak nie było. Zaraz po pracy, zauważyłam dziwną postać, chyba ją kiedyś znałam czy coś. I tak musiałam czekać na Conrada, więc przyjrzałam jej się. To była . . . ona!:
- Mamo, mamo! - krzyczałam w niebo głosy
- Clara?! - Spytała z niedowierzaniem - To ty, to naprawdę ty!
- Tak to ja, ale jak ty tu?! Myślałam, że . . . - zaczęłam
- A ja myślałam, że ty . . . no wiesz, nie żyjesz - powiedziała mama
- Ale jak ty tu jesteś? - spytałam
- Ach to długa historia - odpowiedziała
- spokojnie mam czas - odparłam
- No więc jak wracałaś ze szkoły, zaczęły nas atakować te wilki, a ja musiałam Cię jakoś ostrzec . . .
_____________________________________
Rodzinna tajemnica cz.2
,, On przytulił mnie i. . ." pocałował. Mimo, że znaliśmy się tak krótko, nie zawahałam się ani chwili i nie wyrwałam się z pocałunku. Dopiero wtedy spostrzegłam, że mam dla kogo żyć, że muszimy razem stamtąd uciekać:
- Uciekajmy, tu nie jest bezpiecznie! - krzyknęłam
- Ale. . . y. . . - Jąkał się Conrad wyraźnie zdumiony
- Nie mamy chwili do stracenia, może nas obserwują! - krzyknęłam
I uciekliśmy. W samą porę bo w tej chwili zauważyły nas tamte wilki, ale już byliśmy za daleko i nawet za nami nie pobiegły. Gdy tak szliśmy zauważyła nas jakaś wadera, która zaproponowała, że nam pomoże i możemy u niej przenocować. Zgodziliśmy się. Trochę niej mieszkaliśmy, ale w wieku 7 miesięcy postanowiliśmy iść dalej. Pożegnaliśmy się z Laurą i ruszyliśmy. Wędrowaliśmy i wędrowaliśmy, po drodze nie spotkaliśmy żadnego wilka z naszej dawnej watahy. Chyba tylko my przeżyliśmy:
- Zawsze będę pamiętać ten krzyk mamy, kiedy kazała nam uciekać, dzięki niej żyjemy! - krzyknęłam
- Też nigdy tego nie zapomnę, twoi rodzice byli wspaniali, zamiast ratować siebie uratowali nas - odparł Conrad
Zaczęłam płakać, a Conrad mnie pocieszał:
- Przecież to nie Twoja wina, Clara! - Powiedział
- Nie to moja wina, mogłam ich uratować, a ja co?! Stchórzyłam!! - krzyknęłam
- Nie stchórzyłaś, ty po prostu nie miałaś innego wyjścia . . . . - zaczął
- A właśnie, że miałam!! Mogłam też umrzeć za moją watahę!! - krzyczałam
Conrad mnie objął i pocałował. Powtarzał ciągle, że to nie moja wina. W końcu zasnęłam w jego objęciach. . . . Następnego dnia wstaliśmy rano i szliśmy dalej. Szliśmy tak z rok. Aż nareszcie . . .
_____________________________________
Rodzinna tajemnica cz.1
Kiedyś, dawno temu byłam w innej watasze. Wtedy miałam mamę tatę i. . . . rodzeństwo? Nie wiem sama, nawet nie znam swojej przyszłości. Pamiętam tylko ten . . . tak, właśnie ten dzień, kiedy straciłam wszystko! Miałam wtedy 4 miesiące. Cała wataha wstała uradowana, że nastał kolejny dzień. Tamtego dnia chciałam zakolegować się z tym nowym Conradem. Wszyscy mówili, że go przyniosła nasza lekarka. Wydawał się być interesującym wilkiem. Pożegnałam się z mamą i poszłam do szkoły. Czekałam tylko na świetną okazję aby go zagadać, a ponieważ był też nowy w szkole pani mi uprościła zadanie. Kazała mu usiąść obok mnie. Nawet nie wiecie jak się cieszyłam. Zaczęliśmy gadać. Gadaliśmy o wszystkim, ale szczegółów nie pamiętam. Już był koniec szkoły i wracaliśmy do domu, gdy nagle . . . .
- Clara uciekaj! - krzyczała moja mama
- Uciekaj o nas się nie martw! - krzyczał mój ojciec
Chciałam iść im pomóc, ale zaczął mnie gonić jakiś wilk. Okrążyli mnie i Conrada, ale jakoś nam się upiekło i uciekliśmy im. Biegliśmy tak z 5 minut, aż stanęliśmy. Conrad pomyślał, że nie ma sensu biegnąć dalej i tak nas nie znajdą. Było już późno, ale mimo tego uparłam się, że muszę wracać tam, do mojej rodziny. Conrad uległ mi i się zgodził. Wracając tam zaczęliśmy rozmowę:
- A co jeśli ich tam nie będzie? - zapytałam przerażona
- Będą na pewno - uspokajał mnie Conrad widząc, że już prawie płakałam
- Miejmy taką nadzieję - powiedziałam z nadzieją w głosie
Szliśmy jeszcze jakieś 6 minut, aż doszliśmy do celu.
- Mamo! Tato! - krzyczałam, ale nikt się nie odzywał
- Mamusiu! Tatusiu! - krzyczałam dalej
Nie było ich . . . zostałam sama. . . . bynajmniej wtedy tak myślałam. Zaczęłam płakać, ale Conrad mnie uspokajał:
- Przepraszam, że teraz tak powiem, ale może już pójdziemy - zaproponował - musimy gdzieś przenocować, a tu nie jest bezpiecznie.
- Nie!!! - Szlochałam dalej
On przytulił mnie i. . .
_____________________________________
Poród
Siedziałam z Conradem w domu. Nie mogłam uwierzyć, że już jutro wydam potomstwo na świat. Czekałam, czuwałam. . . . aż zasnęłam. W nocy obudziłam się i poczułam ból, który zaczął się nasilać. ,, Spokojnie Clara, to nic takiego - pocieszałam się w duchu - pewno maluch znów trenuje karate'' Jednak dalej nie mogłam się uspokoić. Już nie mogłam wytrzymać, ponieważ czułam się, jakby. . . . . jakby. . . .:
- To już!! - krzyknęłam ze wszystkich sił
- Co?! - spytał Conrad - Kochanie, jest środek nocy, nie budź mnie musimy przecież wypocząć przed jutrzejszym. . . . TO JUŻ!!!
- Pomóż! - krzyknęłam panikując
- Już szybko, spokojnie zaraz pobiegnę po. . . .- zaczął Conrad
- Nie już, tylko JUŻ! - krzyczałam
- Dobrze - odpowiedział ze spokojem Conrad po czym wybiegł
,, Spokojnie, Conrad tu zaraz będzie, spokój Clara'' - próbowałam się pocieszać i uspokajać. Nawet nie minęło pół minuty, a Conrad był z powrotem, tym razem z moją współpracownicą.
- Spokojnie Clara! Nie panikuj - uspokajała mnie
- Nie musisz mnie przecież uczyć, jestem lekarką! - wybuchłam z poczuciem wyższości
- Dobrze, oddychaj spokojnie - powiedziała
Nawet nie wiem kiedy, a stało się, urodziłam dwójkę pięknych szczeniaków. Nazwaliśmy je:
- Jak je nazwiecie - zapytała
- Caroline i James - odpowiedzieliśmy jednocześnie po czym zaczęliśmy się śmiać, ponieważ wcale jeszcze nie myśleliśmy nad imionami. Już po godzinie bliźnięta zostały pod naszą opieką.
_____________________________________
Zawsze bardzo lubiłam Conrada, ale go tylko lubiłam. Kiedy jednak po tym, jak naszą starą watahę pogryzły wilki, polubiliśmy się bardziej, to znaczy... yyy:
- Wiesz co? - spytał mnie Conrad
- Tak? - zapytałam się z nadzieją w głosie
- Ja myślę, że . . . . że, JA CIĘ KOCHAM! - wykrzyknął
- Wiesz, ja też nieco, no sam wiesz - odpowiedziałam szukając słów i rumieniąc się
- To może, hmm, co w sumie możemy robić, nie mamy domu jesteśmy tylko we dwójkę i. . i - zaczął
- I nie mamy dokąd iść - dokończyłam
- No właśnie, o to mi chodziło . . . -odparł
I nagle podszedł do mnie, i stało się, pocałowaliśmy się. Zostaliśmy parą i byliśmy najszczęśliwszymi wilkami na tym świecie, nawet nie przeszkadzało nam to, że nie mamy domu. Myśleliśmy, że nic lepszego nie może się wydarzyć, jednak myliliśmy się. Po prawie 7 miesiącach naszej wędrówki natrafiliśmy na tą watahę! Jeju, wydawało się, że to był cud, tak miło nas przyjęto byliśmy po prostu w raju, jednak to nie był jeszcze koniec. Po dwóch dniach od dołączenia do watahy ja:
- Jestem w ciąży! - oznajmiłam wesoło Conradowi
- Naprawdę? - spytał - nawet nie wiesz jak się cieszę!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz