- Uciekajmy, tu nie jest bezpiecznie! - krzyknęłam
- Ale. . . y. . . - Jąkał się Conrad wyraźnie zdumiony
- Nie mamy chwili do stracenia, może nas obserwują! - krzyknęłam
I uciekliśmy. W samą porę bo w tej chwili zauważyły nas tamte wilki, ale już byliśmy za daleko i nawet za nami nie pobiegły. Gdy tak szliśmy zauważyła nas jakaś wadera, która zaproponowała, że nam pomoże i możemy u niej przenocować. Zgodziliśmy się. Trochę u niej mieszkaliśmy, ale w wieku 7 miesięcy postanowiliśmy iść dalej. Pożegnaliśmy się z Laurą i ruszyliśmy. Wędrowaliśmy i wędrowaliśmy, po drodze nie spotkaliśmy żadnego wilka z naszej dawnej watahy. Chyba tylko my przeżyliśmy:
- Zawsze będę pamiętać ten krzyk mamy, kiedy kazała nam uciekać, dzięki niej żyjemy! - krzyknęłam
- Też nigdy tego nie zapomnę, twoi rodzice byli wspaniali, zamiast ratować siebie uratowali nas - odparł Conrad
Zaczęłam płakać, a Conrad mnie pocieszał:
- Przecież to nie Twoja wina, Clara! - Powiedział
- Nie to moja wina, mogłam ich uratować, a ja co?! Stchórzyłam!! - krzyknęłam
- Nie stchórzyłaś, ty po prostu nie miałaś innego wyjścia . . . . - zaczął
- A właśnie, że miałam!! Mogłam też umrzeć za moją watahę!! - krzyczałam
Conrad mnie objął i pocałował. Powtarzał ciągle, że to nie moja wina. W końcu zasnęłam w jego objęciach. . . . Następnego dnia wstaliśmy rano i szliśmy dalej. Szliśmy tak z rok. Aż nareszcie . . .
Clara
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz