,, Szliśmy tak z rok. Aż nareszcie . . ." doszliśmy tutaj do tej watahy. Nawet nie wiecie jak się cieszyłam z tego powodu. Nareszcie po prawie dwóch latach jesteśmy tutaj. Już nie byliśmy zwykłymi odrzutkami, które szukają watahy i swojego miejsca na ziemi. Teraz byliśmy już kimś. Nareszcie mogliśmy wykonywać to, co kochamy, medycyna. Później urodziły nam się dzieci i . . . wszystko już wiecie co było dalej. Teraz żyliśmy już jak zwykłe wilki. Bynajmniej do tej pory . . . jeszcze niedawno myślałam, że już będzie tak zawsze, ja, Conrad i nasze dzieci, ale tak nie będzie. Zapowiadał się normalny dzień jak każdy inny, no wiecie, wstawanie, praca, szkoła itd. Jednak tak nie było. Zaraz po pracy, zauważyłam dziwną postać, chyba ją kiedyś znałam czy coś. I tak musiałam czekać na Conrada, więc przyjrzałam jej się. To była . . . ona!:
- Mamo, mamo! - krzyczałam w niebo głosy
- Clara?! - Spytała z niedowierzaniem - To ty, to naprawdę ty!
- Tak to ja, ale jak ty tu?! Myślałam, że . . . - zaczęłam
- A ja myślałam, że ty . . . no wiesz, nie żyjesz - powiedziała mama
- Ale jak ty tu jesteś? - spytałam
- Ach to długa historia - odpowiedziała
- spokojnie mam czas - odparłam
- No więc jak wracałaś ze szkoły, zaczęły nas atakować te wilki, a ja musiałam Cię jakoś ostrzec . . .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz