Brynn przybiegła do domu z przedszkola i zaczęła krzyczeć do mnie:
- Mamo! Mamo! Słuchaj! Pani z przedszkola powiedziała, że w sierocińcu jest ok. 80 malutkich szczeniaczków!
-Oj Brynn. Masz bardzo dobre serduszko. Ale to opieka adopcyjna musi najpierw sprawdzić czy nasza jaskinia się sprawdzi - powiedziałam
- Mamusiu! Ale ja zawsze chciałam małych braci i siostrzyczkę! - powiedziała Brynn
- Oj no chodź zapytamy się tatusia. - powiedziałam wesoło
Brynn była wesoła, dobrze ją znam i jest bardzo towarzyska oraz bardzo miła dogadałaby się z innymi. Na szczęście Matt się zgodził, więc poszliśmy do sierocińca. W drodze do niego, usłyszeliśmy piski w krzakach
- Mamo! Tutaj ktoś jest! - krzyknęła wystraszona Brynn
Nic w życiu nie zszokowało mnie bardziej po tym, co zobaczyłam. Trzy małe z ciężkimi ranami szczenięta: Wadera (Mortify), basior (Choco) i drugi basior (Drops). Postanowiliśmy wyleczyć ich i zaprowadzić do domu, potem opowiedzieliśmy im co się stało (mieli tak mocne rany że utracili pamięć).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz